sobota, 20 czerwca 2026

“Ktoś tu kręci. Przygoda naukowo-detektywistyczna" - Adam Mirek

 “Ktoś tu kręci. Przygoda naukowo-detektywistyczna", której autorem jest Adam Mirek, to książka serwująca nam wciągające śledztwo, stosując patent na maksymalizującą ciekawość edukację. Czytelnik jest w niej pełnoprawnym partnerem, kompanem w dochodzeniu, towarzysząc Florkowi i Ludce w rozwiązywaniu sprawy zaginięcia Coco Rico.   

Zabawna i pouczająca intryga oscyluje jak elektron wokół opisów, rysunków poglądowych, zagadek i łamigłówek pozwalających zrozumieć, jak funkcjonuje otaczający nas świat. Podstawowe pojęcia z zakresu fizyki, biologii i chemii podane są na tacy pełnej humoru i zaskakujących zwrotów akcji, co stwarza umiejętnie czystą satysfakcję i radość z odkrywania mechanizmów natury.  



Wiadomości, jakie można wynieść z lektury, są niezwykle zróżnicowane. Od składu atmosfery planet Układu Słonecznego, substancji aktywnych kosmetyków, budowy skóry, osobliwych roślin i ich interakcji z innymi organizmami przechodzimy do właściwości różnych materiałów, opisów pierwiastków, zastosowania światła UV, przeglądu dodatków do żywności, spotkań ze słynnymi noblistami w kategorii nauk ścisłych. Jako dorosły odbiorca tejże książki powracam do stwierdzenia, iż człowiek uczy się przez całe życie. I w tym właśnie przypadku bowiem zostałam zaskoczona przez autora nowinkami, dzięki czemu moje horyzonty poznawcze znacząco się poszerzyły. Uważam, że wśród czytelników stykających się z omawianą przygodą naukowo- detektywistyczną (dla małych i dużych) nie tylko ja na dłużej zatrzymałam się przy pigmentach termochromowych, spidroinach, sukralozie, rektyfikacji. Prawdopodobnie nie tylko w mojej głowie zaszedł istotny proces korekty informacji, np. przy analizie strony 206 zawierającej słuszną uwagę o cukrze wanilinowym często upraszczanym do waniliowego. Z nazw łacińskich zapadają w pamięć Selenicereus grandiflorus i i Xanthopan praedicta, ponieważ z nimi związane są nadzwyczaj interesujące wzmianki.  

“Ktoś tu kręci. Przygoda naukowo-detektywistyczna" to książka, która zbudzi gen eksploratora u nawet najbardziej opornej na czytanie osoby. Wskazuje, że nauka to fascynujący detektywistyczny proces, który nigdy się nie kończy. Adam Mirek stworzył powieść, do której chętnie się wraca. Fabułę przeplatają opisy eksperymentów składające się na interaktywne mikro-laboratorium, które bez ograniczeń urządzić można w domu (oczywiście pod kontrolą rodzicielską). Procedury wykonania poszczególnych doświadczeń są niezwykle jasno wytłumaczone, dlatego postępowanie wedle nich na pewno przyniesie pożądane rezultaty.  

Tekst charakteryzuje się wysoką gęstością ilustracji, co rzutuje na jego atrakcyjność wizualną. Hasła warte zapamiętania są wyróżnione odmiennym stylem i wielkością czcionki. Mnóstwo szczegółowych grafik nie tylko koresponduje ze słowem pisanym, ale i obrazuje omawiane zagadnienia niczym przejrzysty nośnik informacji (w celu ułatwienia przyswojenia sobie ich). Gimnastykę dla mózgu dopełniają liczne łamigłówki, przykładowo szyfry, rebusy, zadania liczbowe i na spostrzegawczość.   

W kontekście edukacyjnym książka ta jawi się jako stymulant poznawczy warty wykorzystania w środowisku szkolnym. To niewątpliwie gotowe narzędzie neurodydaktyczne, które z finezją uwalnia uczniów z klatki pasywnej percepcji, zastępując pamięciową rutynę żywym, empirycznym procesem odkrywania. Dla każdego nauczyciela, wykładowcy, pedagoga, który pragnie przekształcić klasę w ostoję zachwytu i entuzjazmu badawczego, “Ktoś tu kręci. Przygoda naukowo-detektywistyczna" to nieoceniony sprzymierzeniec. 

Wyjaśnieniem mnogości atutów niniejszej pozycji jest to, iż Adam Mirek to wszechstronny naukowiec, doktor inżynierii biomedycznej (doktorat obronił na Politechnice Warszawskiej, a badania prowadził m.in. w Polskiej Akademii Nauk), a ponadto ekspert w obszarze popularyzowania nauki w Polsce i nie tylko. Z powodzeniem udowadnia, że ciekawość to naturalny i skuteczny napęd dla naszego mózgu wymagającego stałych wyzwań. 


Recenzja ukazała się także na stronie:

Ktoś Tu Kręci Przygoda Naukowo Detektywistyczna - sztukater.pl

 

niedziela, 14 czerwca 2026

“Zawracanie statków głupców i inne eseje” - Tomasz Witkowski

 Jako pasjonatka kognitywistyki, psychologii i neurobiologii, nie mogłam nie sięgnąć po zbiór esejów Tomasza Witkowskiego. Opis książki pod tytułem “Zawracanie statków głupców i inne eseje” zrodził cień nadziei, że na stronach odkryję treść kompatybilną z potrzebą intelektualnej higieny umysłu. Nadzieja ta nie została zgaszona, a wręcz roziskrzona.   

Przed rozpoczęciem czytania niniejszej pozycji postanowiłam więcej dowiedzieć się o samym autorze. Tomasz Witkowski (ur. 27 kwietnia 1963 roku) to polski psycholog, pisarz, publicysta, scenarzysta oraz jeden z najbardziej wyrazistych epistemologów nauki w Europie Środkowej. Ukończył studia psychologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie następnie uzyskał stopień doktora nauk humanistycznych. Prowadził zaawansowane badania naukowe poświęcone psychologii społecznej, motywacji oraz mechanizmom manipulacji na uniwersytetach w Bielefeld oraz w Hildesheim. Co interesujące, zyskał status ikony polskiego ruchu sceptycznego. Jest założycielem Klubu Sceptyków Polskich- organizacji stawiającej sobie za cel obronę rygoru metodologicznego w nauce i eliminację szarlatanerii z przestrzeni publicznej. W swojej działalności Witkowski bezlitośnie punktuje zjawiska i praktyki, które jedynie imitują naukę (poprzez stosowanie żargonu akademickiego, pozornych badań), ale są całkowicie pozbawione empirycznego rdzenia. 

Tomasz Witkowski w swych esejach przybliża anatomię absurdów, które królują w medycynie niekonwencjonalnej i alternatywnych nurtach psychologicznych, a ponadto przedzierają się do uniwersum nauki pod osłoną iluzorycznych prawd. Psycholog z dosadną argumentacją punktuje komizm percepcji szerokiego grona społeczeństwa, które woli wierzyć w tajemną energię kosmosu i kwantowe uzdrawianie, moc psychoterapii, dualizm Kartezjusza, altruizm różnych organizacji i firm, które w dobrodusznym tonie próbują do czegoś przekonywać i prowadzić zręcznie swój marketing. Autor demaskuje ewolucyjne pułapki naszego mózgu, który wykazuje atawistyczne słabości i szuka korelacji tam, gdzie istnieje wyłącznie czysty, statystyczny przypadek. Wyraża sprzeciw przeciwko manii parametryzacji wielu zjawisk. Uzmysławia, jak starożytna tradycja buddyjska została odarta z kontekstu etycznego i przekształcona w produkt kapitalistyczny (modne pojęcie mindfulness w ujęciu Witkowskiego ma rangę paracetamolu- leku zażywanego nagminnie, często nieprawidłowo i bez uzasadnionego zapotrzebowania). Ponadto psycholog dokonuje demistyfikacji mitu traumy międzypokoleniowej w oparciu o twarde, niepodważalne dane z zakresu genetyki- rozbija bowiem pseudonaukowe nadinterpretacje epigenetyki, przywracając rygor biologiczny. 


Nie sposób wymienić ciekawostek naukowych, czyli perełek, które chętnie wyławiam z literatury popularnonaukowej. Jest ich tyle, że mogłabym stworzyć z nich wielometrowe korale. Mnogość i rzetelność zawartych informacji współbrzmią z jakością przytoczonych cytatów, które również zachęcają do refleksji. W mojej pamięci pozostała myśl podsumowująca całokształt zbioru esejów. Postęp w nauce jest możliwy wtedy, gdy u jej bram stoją trzy strażniczki: matematyka, logika i empiria. 

Do cech książki wartych podkreślenia należą wartość merytoryczna oraz estetyka leksykalna. Wnioski i fakty, jakie zostały wplecione w treść, oparte są na fundamentach bogatej bibliografii, do której z pewnością warto zajrzeć. Osobiście spodobał mi się bezkompromisowy, bezpośredni, elokwentny język zdradzający wysokie kompetencje językowe Tomasza Witkowskiego. W każdym zdaniu wyczuwa się szlachetną intencję naukowca pragnącego obnażyć wszędobylskie zakłamanie rzeczywistości i uświadomić czytelnikowi, że wyłączone myślenie krytyczne może mieć zgubne konsekwencje. Urzekły mnie także tytuły rozdziałów i podrozdziałów. Meritum poruszanych w nich zagadnień psycholog zawarł w błyskotliwych i osobliwych połączeniach wyrazowych.   

Przechodząc do ostatecznego werdyktu, uważam “Zawracanie statków głupców i inne eseje” za bardzo potrzebną, oczyszczającą z naiwności, uczulającą i motywującą do rewizji własnych przekonań książkę. Jest ona pełna neurobiologicznego konkretu, psychologicznych smaczków, filozoficznego zacięcia i inteligentnej, ironicznej rześkości.    


Recenzja została zamieszczona również na stronie Sztukater:

Zawracanie Statków Głupców I Inne Eseje - sztukater.pl

poniedziałek, 18 maja 2026

„Liberalizm społeczny- wizja lepszego świata” - Czesław Sikorski

 „Liberalizm społeczny- wizja lepszego świata” to publikacja, która od pierwszych stron wywołała poczucie, że moje własne przekonania przystają do światopoglądu autora. W tym spotkaniu umysłów myślących podobnie zaopatrzyłam się w ołówek i zaznaczałam zdania, które szczególnie chciałam przyjąć do swej pamięci.  

 Niniejsza książka Czesława Sikorskiego to rzetelny, obszerny, wieloaspektowy manifest liberalizmu społecznego, który dokonuje demontażu konkurencyjnych ustrojów politycznych, dogmatów i doktryn, obnażając hipokryzję, sprzeczności i absurdy retuszowane przez wzniosłe, aczkolwiek propagandowe deklaracje i apele. 



Istotą liberalizmu jest pochwała różnorodności. Ludzie mają prawo prowadzić życie zgodnie ze swoimi przekonaniami, jeśli tylko innym nie odbierają wolności. Rozwój i doskonalenie wymagają przekraczania granic, a tego dokonują jednostki, które kreują własne ścieżki, nie powielając tych utartych i ślepo zakończonych. W Polsce dostrzegalny jest regres cywilizacyjny związany z apoteozą konserwatyzmu, tradycjonalizmu, społeczeństwa homogenicznego, czyli takiego, które pluralizm kulturowy, kreatywność, nieszablonowość, innowacyjność lokują w kategoriach fanaberii i anomalii. 

Mocnym punktem tej pozycji jest obiektywna, psychologiczna analiza, jakiej autor poddał społeczeństwa zdominowane przez myśl konserwatywną, autorytarną i fundamentalistyczną. Zaletą wartą podkreślenia jest również wymiar edukacyjny i demitologizujący. „Liberalizm społeczny- wizja lepszego świata” można traktować jako kompendium wiedzy, socjologiczny i polityczny kompas oraz płaszczyznę do polemizowania, wzmacniania lub modernizowania swojego światopoglądu. Z klarownością objaśnia zagadnienia kluczowe. Nawiązując do własnego zapotrzebowania poznawczego, poszerzyłam swą wiedzę o kilkanaście nowych pojęć. Między innymi poznałam znaczenie egalitaryzmu merytokratycznego, który wybrzmiewa w utopijnej wizji państwa według liberalizmu społecznego. Zakłada on, że kraj powinien zapewnić wszystkim jednakowy punkt startowy, ponieważ o osiągnięciach indywidualnych decydują wtedy własne zalety, umiejętności, talenty, a nie status i zamożność rodziny czy też pochodzenie, na które wpływu nie mamy, gdy przychodzimy na świat. Dlaczego mamy ponosić konsekwencje z tytułu okoliczności, o których nie decydujemy i których zmienić się nie da? Jest to często źródłem niesprawiedliwości, którą liberalizm zamierza spłycić do minimum.  

Człowiek jest istotą biologiczną, więc podlega zależnościom, które są całkowicie naturalne w świecie fauny. Konkurencja wewnątrzgatunkowa prowadzi do zróżnicowania osobników na słabsze i silniejsze. Rozsądnym więc powinien wydawać się fakt, że w kulturze liberalizmu akceptowalne są dysproporcje zamożności wynikające z odmienności postaw, charakterów. Pracowitość, sumienność, odwaga, wytrwałość, pielęgnowane zdolności owocują sukcesami wpływającymi na jakość egzystencji. Im więcej jednostek silniejszych, tym silniejsze stado, a więc w ogólnym rachunku poprawie ulega poziom życia całej społeczności. Należy jednak pamiętać, że ludzie są równi ze względu na status ontologiczny, a także w obliczu prawa (egalitaryzm formalny) i zasad humanizmu. 

Czesław Sikorski poświęcił miejsce w swojej pracy na omówienie pochodzenia moralności. W państwach wyznaniowych panuje błędne przekonanie, iż moralność nieodłącznie związana jest z katolicyzmem i instytucją kościoła. Uważam tak jak autor, a pogląd ten ugruntowały publikacje naukowe i dane empiryczne, iż źródła moralności należy doszukiwać się w odpowiednich strukturach układu nerwowego ukształtowanych przez lata ewolucji (szczególnie u gatunków stadnych). Rozwinięta inteligencja emocjonalna pozwala człowiekowi skonstatować, że jest dobry z natury, a nie z tresury (wyuczenia). 

W gust mój trafiła wzmianka o o symbiozie liberalizmu i nauki. Te dwie dziedziny opierają się na sceptycyzmie wobec dogmatów i stawiają empiryczne dowody ponad ślepą wiarę i iluzje. Nauka dostarcza liberalizmowi narzędzi do zwalczania irracjonalizmu, podczas gdy liberalizm zabezpiecza przestrzeń do rozkwitu wiedzy wolnej od ideologii i nacisków politycznych.    

„Liberalizm społeczny- wizja lepszego świata” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, że obrona liberalnych wartości nie jest kwestią politycznej mody, lecz koniecznością do przeciwdziałania zacofaniu, pielęgnowania dobrostanu społecznego i zadbania dobre interakcje międzyludzkie, ale i zdrową relację z samym sobą. 

Recenzja została zamieszczona na stronie Sztukater (dziękuję za egzemplarz recenzencki):

Liberalizm Społeczny Wizja Lepszego Świata - sztukater.pl



środa, 6 maja 2026

“Śmieciowy DNA. Podróż przez ciemną materię genomu” - Nessa Carey

 “Śmieciowy DNA. Podróż przez ciemną materię genomu” to, jak sama autorka określa, podróż po świecie genomowej ciemnej materii. Przez dekady genetyka molekularna tkwiła w dogmacie, że jeden gen przekłada się na jedno białko, traktując wszystko, co nie koduje aminokwasów jako ewolucyjny balast. Współczesna nauka redefiniuje pojęcie „śmieciowy DNA” (ang. junk DNA). Badania wskazują, że absolutnie nie jest to wysypisko, lecz skomplikowany system operacyjny, bez którego funkcjonowanie komórek byłoby niemożliwe. 


Doceniam tę pozycję popularnonaukową za to, że serwuje nam sekwencję poznawczych momentów zaskoczenia. Zaczynając od samego początku, uderzającym paradoksem jest fakt, iż właściwie stanowimy genetyczny margines. Jedynie około 1,5–2% ludzkiego genomu to egzony, czyli sekwencje kodujące białka. Pozostałe 98% to obszary niekodujące. Możemy też wykryć w sobie wirusowe dziedzictwo, ponieważ w naszym śmieciowym DNA drzemie spora masa endogennych retrowirusów. Prawdopodobnie to pozostałości po infekcjach naszych przodków sprzed milionów lat. Doczytałam ponadprogramowo, że białko o nazwie syncytyna, niezbędne do wytworzenia łożyska u ssaków, wywodzi się bezpośrednio z genu retrowirusa. Ponad połowa genomu to transpozony, czyli „skaczące geny”. Są to sekwencje, które potrafią powielać się i wklejać w nowe miejsca. W niekodującym DNA znajdują się również sekwencje regulacyjne: wzmacniacze (enhancery) i wyciszacze (silencery). To one decydują o ekspresji genów w różnych typach tkanek (wpływają na różnicowanie się komórek). Warto wspomnieć, że wielkość genomu nie koreluje ze stopniem skomplikowania organizmu. Intrygującym przykładem są niektóre ameby, które mają genom dwieście razy większy niż człowiek.  

Nessa Carey skupiła się w swej pracy w dużej mierze na patologiach i chorobach genetycznych, tworząc katalog genetycznych usterek w śmieciowym DNA. Momentami opisy te bywają męczące, a mogłyby zostać urozmaicone paleontologią genomową wyszczególniającą pola dawniejszych sukcesów ewolucji. Te wątki nie zostały satysfakcjonująco rozszerzone. 

Daleka jestem od przyjmowania postawy inkwizytora tropiącego skazy w tekście, niemniej na pewne rzeczy zwróciłam uwagę. Najpierw odniosę się do zacytowanego zdania: “Normalnie jądro jest otoczone błoną, przez którą naprawdę trudno jest się przedostać dużym cząsteczkom białkowym”. Dla uściślenia przytaczam fakt, iż jądro komórkowe posiada otoczkę jądrową, która składa się z dwóch błon białkowo-lipidowych. Na stronie 82 pominięto ważny element fragmentu chromatyny zbudowanej z DNA oraz białek histonowych tworzących oktamery (ilustracja 6.3.). Brakuje wzmianki o histonie H1, który nie tworzy nukleosomu, ale łączy się z nim, spinając strukturę i uczestnicząc w kondensacji włókien chromatyny. Na stronie 73 wspomniano natomiast o diecie japońskiej i jej korzyściach zdrowotnych. Warto byłoby rozwinąć, jakie źródła węglowodanów królują na talerzach Japończyków, gdyż węglowodany węglowodanom nie są równe, a laicy w zakresie odżywiania mogą nieprawidłowo zdanie zinterpretować i zwiększyć spożywanie ciastek i czekolady. Dodam jeszcze, że autorka zbyt często posługuje się klockami Lego jako analogią do różnych mechanizmów. Być może celowo unikała wprowadzania fachowej terminologii, ale osobiście brakowało mi konkretnych nazw substancji w miejscach, gdzie zastosowano ogólniki i sformułowania typu “pewien enzym”. Przy omawianiu małych RNA można było wpleść pojęcia miRNA i siRNA, a przy sekwencjach powtarzających się w DNA hasła, takie jak odwrotna transkrypcja, restryktazy czy też sekwencje tandemowe mikrosatelitarne- szczególnie znajdujące zastosowanie w kryminalistyce.   

Nessa Carey zdołała wyłuskać z ogromu danych ciekawostki, które poszerzyły moją wiedzę w dziedzinie genetyki i zachęciły do wejścia w szczegóły. Utkwiły mi w pamięci rozdziały o telomerach i genie Xist, na matrycy którego powstaje RNA inaktywujący chromosom X (autorka słabo wyjaśniła ten proces) poprzez przyciąganie specyficznych białek. Czynniki te zmieniają strukturę chromatyny na heterochromatynę i przeprowadzają metylację, przekształcając chromosom X w ciałko Barra. Podobały mi się również dywagacje na temat imprintingu oraz ICE (to akronim Imprinting Control Element). ICE często kontroluje produkcję niekodującego RNA (np. lncRNA), który z kolei wycisza niektóre geny kodujące białka. 

Pochwalając literacką biegłość pani profesor i jej elokwencję, muszę jednak odnotować pewien dysonans, o którym wspomniałam we wcześniejszym akapicie. Estetyka języka nie zawsze szła w parze z jego funkcją eksplanacyjną. Mechanizmy, które domagały się przejrzystego naświetlenia, nie zostały przedstawione w sposób dobitnie zrozumiały i klarowny. Mimo tych niuansów uważam lekturę pt. “Śmieciowy DNA. Podróż przez ciemną materię genomu” za godną przeczytania w ramach naukowych iluminacji i zdobycia informacji, które modelują nasze poglądy życiowe.  


Recenzja została zamieszczona również na stronie Sztukater:

Śmieciowy DNA Podróż Przez Ciemną Materię Genomu - sztukater.pl

 

sobota, 18 kwietnia 2026

„Zemsta na lekturach” - Ula Hirniak

Nie będę ukrywać, iż gdybym miała taką moc sprawczą, listę lektur szkolnych poddałabym radykalnej aktualizacji. Sporo z nich to teksty zastygłe w czasie jak bursztyny, które często zniechęcają do czytelnictwa, niż otwierają intelektualne horyzonty. Ponadto wydawnictwa przyprawiają im piękne okładki, by szlachetnie wyglądały na regałach- jak dekoracja- podobnie jak wspomniane bursztyny. 

Dopóki jednak tkwimy w sztywnych ramach obecnego systemu, potrzebujemy narzędzi, które pozwolą nam przetrwać starcie z klasyką bez poczucia straconego czasu. I tu pojawia się książka, która mile mnie zaskoczyła, bowiem rzuca na dzieła rodzaju "Wstyd nie znać" zupełnie nowe, odświeżające światło. Nosi ona tytuł „Zemsta na lekturach”, a jej autorką jest Ula Hirniak.


To, co jako pierwsze rzuca się w oczy, to efektywna forma mnemonicznych notatek. Twórczyni książki w pełni rozumie, jak pracuje nasz mózg. Zastosowany tu układ graficzny i kondensacja treści działają jak kotwice pamięci. Wizualne mapy myśli pozwalają błyskawicznie uporządkować wiedzę przed wejściem na salę egzaminacyjną.

Dużą wartością "Zemsty na lekturach" jest pomost, jaki buduje między epokami. Wyjaśnienie problematyki utworów nie kończy się na dacie wydania. Autorka śmiało odwołuje się do współczesności, pokazując, że dylematy bohaterów literackich w gruncie rzeczy te same pytania, które zadajemy sobie po dziś dzień w debatach społecznych, rozmowach, a nawet na Instagramie. To sprawia, że postaci zbliżają się do czytelnika mentalnie.

Zamiast rozwlekłych streszczeń, które niweczą chęć sięgnięcia po oryginał, znajdziemy tu treściwe nakreślenie fabuł. Esencjonalne przedstawienie wydarzeń, charakterów, miejsc akcji- mogę niewątpliwie stwierdzić- potrafi zaintrygować i zmotywować do przeczytania lektur.

Całość dopełniają ciekawostki o pisarzach, poetach, dramaturgach. Te drobne wstawki biograficzne sprawiają, że nauka przestaje być obowiązkiem, a przypomina bardziej odkrywanie światopoglądu i fascynujących historii prywatnych ukrytych za kulisami słynnych dzieł.

"Zemsta na lekturach" sprawdzi się jako satysfakcjonująca pomoc przy bieżącym omawianiu lektur, jak i źródło informacji do skutecznej nauki pod kątem egzaminu. 



piątek, 17 kwietnia 2026

“Wieloraka Emergencja” - Michał Remiszewski

Większość książek o kolonizacji w przestrzeni kosmicznej skupia się na celu, czyli nowym, zielonym, nieskazitelnie czystym świecie. Autor "Wielorakiej Emergencji” tworzy coś znacznie ciekawszego, gdyż koncentruje się przede wszystkim na samym transferze ku bardzo odległej planecie z grupą wybrańców stanowiących zaledwie wycinek ziemskiej puli genowej. Koncept translokacji międzygwiezdnej, czyli długoletniego, nieprzewidywalnego, o pewnym stopniu ryzyka tranzytu przez próżnię na oferującą nowy raj Loksodontę- to fascynujące połączenie thrillera intelektualnego, powieści sci-fi i pozycji popularnonaukowej. Reprezentuje bowiem z powodzeniem literaturę, która zmusza do myślenia, podając nieszablonową, odkrywczą, spójną, mądrą i gęstą od znaczeń wizję.  



Rozpocznę od głównego bohatera. Wykreowanie Alana Thibodeau to optymalna korelacja z problematyką książki. Postawienie biologa ewolucyjnego w roli, jak się okazuje- detektywa, pozwala czytelnikowi spojrzeć na statek zwany Enemaosem jak na jeden ewoluujący ekosystem i zbliżyć się do zagadnień orbitujących wokół socjobiologii, etologii, determinizmu biologicznego. 

Alan Thibodeau, im dłużej przebywa na statku kosmicznym od momentu wybudzenia z hibernacji, tym więcej ma zagadek do rozwiązania. Poza koniecznością identyfikacji i neutralizacji tajemniczego patogenu wywołującego chorobę, której nie da się zbagatelizować, a także wyjaśnienia źródła zalewającej korytarze wody, musi dokonać specyfikacji spostrzeżonego obiektu czy też przywrócić system zasilania. W generatorach napędzających Enemaosa tkwią kolejne zagwozdki. Inne znów wyłaniają się na szalkach laboratoryjnych podczas porównań populacji nicieni, bakterii i słonecznic, jak i również podczas prób zrozumienia skomplikowanych relacji między towarzyszami. Kumulacja śledztw dotykających zróżnicowanych dziedzin odziana jest w dyskusje filozoficzne i egzystencjalne. Można więc posunąć się do stwierdzenia, że “Wieloraka Emergencja” to obszerny traktat filozoficzny w kostiumie science fiction, a pisarz celowo wciąga czytelnika w pętlę refleksji. W tymże zapętleniu utożsamić się można ze słowami: “Alan westchnął ciężko, czując, że niewiedza wywołuje w nim dwa skrajne odczucia: fascynację zagadką Enemaosa i beznadziejne rozczarowanie brakiem pomysłu na jej rozwiązanie.” 

Aby lepiej pojąć filozofię dryfującą w próżni kosmicznej i traktować statek jako jedno wielkie laboratorium myślowe, należy sięgnąć do słownika i przyjrzeć się wyjaśnieniu tytułu. Emergencja (z łaciny emergere- wynurzać się) to zjawisko, w którym w złożonym systemie pojawiają się nowe cechy lub zachowania, których nie posiadają jego poszczególne elementy. Inaczej rzecz formułując, w systemie emergentnym poszczególne części składowe oddziałują ze sobą według prostych reguł. Gdy tych części jest bardzo dużo, ich interakcje tworzą skomplikowane wzorce, których nie dałoby się przewidzieć, badając tylko jeden element. Układem emergentnym przykładowo są: proces ewolucji, DNA, mózg, konfiguracja białek. 

Michał Remiszewski w podróży na Loksodontę przemyca między wierszami komentarze do ziemskich odchyleń od norm, zaburzeń moralności, degeneracji społecznej. Śledząc poczynania Alana Thibodeau, da się zauważyć, że choć zdumiewająca technologia pozwala nam sięgnąć gwiazd, pierwotne instynkty implikują regres wyższych wartości. Trafnym odniesieniem do naszej rzeczywistości, tyranii, konfliktów, aktów zbrodni, czynów podchodzących pod behawioralne anomalie, są słowa Alana w jednej z dyskusji: “Poświęcisz tysiące ludzi dla swoich poglądów? To szaleństwo.” 

Czynnikiem obniżającym poziom strachu przed objętością książki (liczącej ponad sześćset stron) jest tempo akcji. Choć ściany, korytarze, kratownice, tunele statku są niezmienne, a przestrzeń ograniczona (nie mam tu na myśli bezkresu, nieskończoności Wszechświata), to odczuwa się narracyjny dynamizm. Pisarz nie tylko operuje słowem, a szlifuje zdania tak, jakby były soczewkami optycznymi. Warsztat językowy zasługuje na uznanie. Zdania budujące fabułę tworzą w głowie wyraziste obrazy. Możliwość szybkiej wizualizacji wydarzeń rzutuje na cenne poczucie współuczestnictwa.  

Reasumując, lekturę oceniam pozytywnie, ponieważ jest odpowiedzią na moje poznawcze zapotrzebowanie. Michał Remiszewski przekonał mnie do swego nowatorskiego poruszania wszechstronnych zagadnień zahaczających o różne dziedziny nauki. “Wieloraka Emergencja” pozostawiła ślad w mojej pamięci i zasobach wiedzy. 

Recenzja została również zamieszczona na stronie: 

Wieloraka Emergencja - sztukater.pl


 

wtorek, 7 kwietnia 2026

“Z Merlinem przez wszechświat. Planety, gwiazdy, galaktyki, czarne dziury – kosmiczna podróż aż po krańce poznania” - Neil deGrasse Tyson

 Ludzie długo więzili Wszechświat w ograniczonych ramach wierzeń, mitologii, literatury pięknej, traktując go jak nieodgadnioną łamigłówkę. Naukowa uwaga, dotąd uwiązana przy mikroskopijnych tańcach cząstek elementarnych, rzadko podnosiła wzrok na ogrom kosmicznego nieba. Proces demistyfikacji postępował stopniowo w korelacji z progresją technologiczną aparatury optycznej. Przejście od spekulacji do empirycznego poznania umożliwiła rozbudowa apertury teleskopów i zwiększanie ich zdolności rozdzielczej. To, co aktualnie wiemy o Wszechświecie, uważam za niepodważalny sukces i darzę respektem każdego badacza, który dołożył cegiełkę do wzniesienia kolosalnego gmachu astronomii i astrofizyki.  

Neil deGrasse Tyson to amerykański astrofizyk, który zajmuje się popularyzacją wiedzy kosmologicznej. Studiował na Uniwersytecie Harvarda, Uniwersytecie Teksasu w Austin oraz Uniwersytecie Columbia. Był asystentem badawczym na Uniwersytecie Princeton. Od 1996 roku jest dyrektorem Planetarium Haydena w Rose Center for Earth and Space w Nowym Jorku. Wielokrotnie występował w programach telewizyjnych, popularyzował astronomię jako prezenter, a ponadto napisał wiele książek poświęconych tej dziedzinie. Jedna z nich to “Z Merlinem przez wszechświat. Planety, gwiazdy, galaktyki, czarne dziury – kosmiczna podróż aż po krańce poznania”. 

Autor w swojej literackiej podróży zabiera nas w kosmiczny rejs, w którym stery oddaje Merlinowi, mądremu, błyskotliwemu przewodnikowi. Bez wątpliwości można stwierdzić, że nie czeka nas zwyczajny, nużący wykład. Za okładką kryje się dynamiczny dialog między osobami z różnych stron Ziemi mającymi w głowie nurtujące pytania, a mędrcem z galaktyki Andromedy, a konkretniej z planety Omniscia, który skomplikowane zagadnienia astrofizyki przekształca w fascynujące ciekawostki, w dodatku serwowane z lekkością i rozbrajającym humorem. Całość dopełnia oprawa wizualna, która sprawia, że lektura staje się czystą przyjemnością. To pozycja, która udowadnia, że Wszechświat, choć nieskończony, może być niezwykle przytulnym miejscem do odkrywania. 



“Z Merlinem przez wszechświat. Planety, gwiazdy, galaktyki, czarne dziury – kosmiczna podróż aż po krańce poznania” pozostawia w czytelniku specyficzny rodzaj głodu, szlachetnego nienasycenia, które pcha ludzkość ku nieznanym galaktykom. Astrofizyk rezygnuje z suchego tonu podręcznikowego na rzecz interaktywnej formy, która systematyzuje kluczowe fakty astronomiczne. Do merytorycznych fundamentów książki należą informacje podzielone na kategorie tematyczne. Merlin, odpowiadając na pytania, przystępnie opisuje specyfikę poszczególnych planet, typów gwiazd, komet, roztacza wizję różnych nierealnych hipotez, opowiada o galaktykach, gwiazdozbiorach, wyjaśnia działanie teleskopów czy praw fizycznych, przekazuje fakty związane z czarnymi dziurami, kwazarami, tachionami, satelitami czy też naturą światła. Każda odpowiedź to mała eksplozja wiadomości, która zostaje w głowie na długo po zamknięciu książki. Ja wielokrotnie zostałam wprawiona w stan zaskoczenia, ale i rozbawiona żartobliwymi ilustracjami i rymowankami ułatwiającymi zapamiętywanie.  

To, co wyróżnia tę pozycję na tle innych dzieł popularnonaukowych, to wyważony balans. Neil deGrasse Tyson operuje treścią o wysokim stopniu zaawansowania, ale tak, że stymuluje neurony do kodowania informacji nasiąkniętych entuzjazmem. Zamiast skomplikowanego żargonu naukowego- dialektu ekspertów, z którym często zderzamy się w literaturze fachowej, otrzymujemy jasny, wręcz świetlisty przekaz doprawiony charakterystycznym, inteligentnym poczuciem humoru. 

Niezależnie od tego, czy jest się wytrawnym fizykiem, czy też amatorem kolekcjonującym ciekawostki, “Z Merlinem przez wszechświat. Planety, gwiazdy, galaktyki, czarne dziury – kosmiczna podróż aż po krańce poznania” ma moc nakładania roli eksploratora wiedzy. Postscriptum warto wziąć sobie do serca.  

Niniejsza recenzja została zamieszczona także na stronie:  

Z Merlinem Przez Wszechświat Planety Gwiazd Galaktyki Czarne Dziury – Kosmiczna Podróż Aż Po Krańce Poznania - sztukater.pl